Znacie te memy pokazujące, jak chowa się w sobie człowiek, który przypomniał sobie właśnie siebie w czwartej klasie podstawówki, wywracającego się na środku szkolnego korytarza (albo coś takiego)?

To jest wstyd. A raczej „wstyd”. Wiele osób potrafi wpaść w zażenowanie po raz kolejny – kiedy przypomną sobie „wstydliwą” sytuację, nawet taką, która wydarzyła się bardzo dawno temu.

Wstydzimy się pomyłek, rozmazanego tuszu do rzęs, potknięcia o krawężnik, spódnicy zawiniętej w rajstopy, niewiedzy, fizjologii, Bug wie jeszcze czego.

Zbyt wielu rzeczy się wstydzimy. Za każdym razem, kiedy mam ochotę się zawstydzić myślę sobie:

wstydzić mogłabyś się wtedy, jakbyś kogoś zabiła.

Wstyd ma swoją określoną funkcję – ma nam pokazać, że coś jest nie tak. Że niewłaściwie postępujemy lub że czujemy się onieśmieleni czy zakłopotani. Odnośnie do dwóch ostatnich – większość powodów naszego wstydu należy do grupy opisanej przeze mnie powyżej – wstydzimy się bycia nieidealnymi, ludzkimi, być może zachowującymi się inaczej niż społecznie przyjęto.

Poplamiona spódnica, pomylenie stolicy jakiegoś kraju, postępowanie wbrew oczekiwaniom rodziny, ale pewności siebie tak dużej, aby nie zwaracać uwagi na ich zdanie.

Jeśli zaś mówimy o poczuciu niewłaściwego postępowania, wstyd ma zapalić żaróweczkę w głowie. Ale jeśli kończy się tylko na wstydzie, bez chęci naprawienia sytuacji, wyciągnięcia wniosków, refleksji, czy wina aby na pewno jest po naszej stronie i co najważniejsze – czy ktoś nas w to poczucie wstydu nie wpędza – co nam po takim wstydzie?

Wiecie co, to jest straszne, że czujemy się zażenowane takimi błahostkami. I że wytykamy je innym ludziom. Oglądałam kiedyś program, w którym dziewczyna celowo chodziła z zawiniętą spódnicą eksponującą majtki, żeby sprawdzić, ile osób podejdzie i jej pomoże. Większość mimo wszystko mijała ją i taksowała kpiącym wzrokiem.

Do jakiego doszliśmy punktu, ludzie, że nie wstydzimy się poważnych przewinień, a przejmujemy plamą menstrualną na spodniach?

Tutaj przeczytaj pierwszy tekst o wstydzie.

  • Zawsze uważałam, że wstyd to strach przed brakiem akceptacji. Zazwyczaj wiąże się z obawą o negatywną opinię innych, dlatego według mnie wstyd istnieje, żebyśmy na wysokim poziomie funkcjonowali w społeczeństwie i nie przekraczali norm przez społeczeństwo wyznaczonych. Morderca wstyd może odczuć na kółku katechezy, (jeśli jakimś cudem zacznie się przejmować otaczającym go tam ludźmi) ale nie będzie go odczuwał w więzieniu o zaostrzonym rygorze, bo społeczność przyjęła po prostu inne normy, których się przestrzega, by zostać zaakceptowanym.
    Poczucie dyskomfortu po zrobieniu czegoś „obiektywnie” złego generuje sumienie i wyrzuty sumienia to chyba to zjawisko, które powinno się pojawiać w sytuacjach, które opisujesz w pierwszym poście.
    Strasznie się rozpisałam, a chciałam się tylko przywitać :D

    • Zgadzam się z Tobą, że wstyd istnieje po to, abyśmy mogli sprawnie funkcjonować w społeczeństwie, jednak w dzisiejszych czasach trochę poprzestawiały nam się wartości i coraz częściej nie wstydzimy się naprawdę poważnych rzeczy, a przejmujemy tymi błahymi, na przykład wstydzimy się swojej twarzy bez makijażu. Moim zdaniem to jest pewna patolgia i odejście od istotnych wartości. Dziękuję za Twój głos i cieszę się, że przyszłaś się przywitać – mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej! :)