Rozmawiałam z nastolatkiem. U progu jego osiemnastki. I, cholera, jak ja mu zazdroszczę.

Żeby była jasność – lubię swoje życia. Uważam, że mam teraz najlepszy czas, chociaż chyba mimo wszystko najcięższy. Ale zazdroszczę młodszym ode mnie. Tak trochę.

Niezrażonego niczym i nikim idealizmu. Marzeń, które wypowiadają na głos i chcą realizować, jak gdyby była mowa o robieniu tostów z serem na śniadanie. Motyli w brzuchu, pierwszych miłości i tego, że wszystko wydaje się proste, a jedyną przeszkodą są „wredni rodzice”, którzy nie mają racji.

Robienia tych wszystkich szalonych rzeczy, które w dorosłym życiu są już całkiem legalne i przestają bawić, obozów żeglarskich, bezczynnych godzin spędzonych w liceum, nieśmiałości, budowania swojego światopoglądu, nadziei i wielkich planów na przyszłość.

Cieszę się, że jestem już dorosła, cokolwiek miałoby to oznaczać w tym przypadku. Ale chyba trochę się dziwię, że życie tak szybko mija. I gdybym mając osiemnaście lat była taka jak teraz, wiem, że z pewnością zawojowałabym świat.

Śmiesznie jest patrzeć wstecz. Z nostalgią, lekką tęsknotą, ale też mądrością, którą nabyło się dzięki tym wszystkim popełnionym głupotom, wszystkim kłamstwom, żalom i wybitnie złym pomysłom.

Wiem, że już nigdy taka nie będę. Czy żałuję? Nie. A czy czuję lekki niedosyt? Tak. Ale wierzę, że przede mną jeszcze dużo dobrego.

  • Chciałabym jako osiemnastka wiedzieć i być taka jaką jestem teraz. ☺ Och jak bym chciała! Nie powiem ze byłam pełna ideałów i nadziei, dziś jestem :)

    • Tak! Gdyby tylko miało się ten rozum, co teraz. Ale to jest chyba odwieczne prawo natury, że czas jest najlepszym nauczycielem ;)