Ze wszystkim poradzę sobie sama. I wcale nie jest tak, że nie proszę o pomoc ani o wyręczenie mnie w czymś. Proszę. Jeśli mam możliwość uzyskać pomoc, jeśli mogę poprosić kogoś, aby wyręczył mnie w zrobieniu czegoś, czego nie lubię lub po prostu akurat nie chcę robić, to dlaczego nie.

Ale mam świadomość, że ze wszystkim poradzę sobie sama. Przekonałam się o tym już nie raz. Zdarzały się sytuacje, w których było niełatwo, byłam zmuszona wisieć na telefonie, zachowywać zimną krew, zajmować się kimś nie licząc, że może sama bym chciała, aby w takiej sytuacji ktoś zajął się mną.

Miło jest wiedzieć, że możesz liczyć na czyjąś pomoc i wsparcie. Ale jeszcze lepsze jest to uczucie, kiedy wiesz, że możesz polegać na samej sobie. Że choćby to był zepsuty samochód, złamana noga, błąd w rachunkach, to jakoś to ogarniesz, rozsupłasz i wyprowadzisz na prostą.

Dobrze mieć poczucie życiowej siły i zaradności. I, powiem Wam szczerze, czasem to bywa smutne. Bo są momenty, w których przychodzi myśl, że chciałoby się być bezbronnym przestraszonym człowieczkiem, za którego wszystko załatwią, a na koniec jeszcze pogłaszczą po główce.

ZAWSZE może być gorzej, naprawdę ZAWSZE. Super liczyć na czyjąś dłoń, a może i nawet ramię, ale i równie super wiedzieć, że w razie czego wytrzesz rękawem łzy i zrobisz, co będzie trzeba.