Nauczyłam się tylko patrzeć. Patrzenie przynosi mi radość taką, jak kiedyś kupowanie. Bo kiedyś musiałam kupić. Czułam nieodpartą potrzebę posiadania czegoś, co mi się podoba. Nie zastanawiałam nawet, czy jest mi to do czegoś potrzebne, po prostu chciałam posiadać.

Przyjechałam do miejsca, które bardzo bardzo lubię. Zawsze, kiedy tu jestem, mam swoje rytuały. Zobaczyć dziwaczną wystawkę mięsnego, w której umieszczona jest plansza ze zdjęciami abiturientów, chociaż raz przejść okrężną drogą przez rynek żeby policzyć ludzi pijących piwo z sokiem w ogródku piwnym, wejść do lumpeksu i do drogerii „Uroda”.

W „Urodzie” mogę popatrzeć na kosmetyki niszowych marek, które można spotkać tylko w małomiasteczkowych drogeriach, ale też na rzędy kubeczków z różnistymi długopisami, bo owa uroda ma też dział papierniczy. Nie myślę nawet o portfelu w kieszeni.

Skroluję aplikację Rossmana, żeby sprawdzić, co nowego pojawi się niedługo w ofercie.

Moje oglądanie nie sprowadza się tylko do związku z kupowaniem. Po prostu nauczyłam się cieszyć z patrzenia, jakiegokolwiek.

Patrzę na wodę i na kaczki. Obserwuję jak Słońce chowa się za drzewami i czekam, kiedy znów się zza nich pokaże. Liczę chmury i patrzę ile młodych urodziło się parze bocianów zamieszkujących słup między pizzerią a Kościołem. Patrzę na ludzi i zgaduję ich życiorysy. Patrzę na siebie w lustrze i coraz częściej lubię to, co widzę.

Uwielbiam patrzeć. Świat jest mimo wszystko piękny, tylko trzeba uważnie się przyglądać.

A Ty? co widzisz?

  • Dorota Łojewska

    Ja zawsze widzę piękność. I popadam w związku z tym w szalenie wielki zachwyt. :)