Dlaczego w ogóle staram się stosować naturalną pielęgnację? Nie lubię płacić za chemię w kosmetykach, która jest szkodliwa i często nic nie daje. Poza tym, uwielbiam eksperymentować i czytać składy. W poprzednim życiu musiałam być Supermoderatorką na Wizażu, jak nic.

OLEJKI od sióstr!

Tutaj akurat olejek śliwkowy, pachnący, uwaga, uwaga! – marcepanem. Też obłędny! :) fot. MDM

Wszystko zaczęło się od olejków. Ponad dwa lata temu kupiłam swoją pierwszą buteleczkę olejku z pestek malin od Ministerstwa Dobrego Mydła. Kiedy obudziłam się rano po pierwszym użyciu, dotykałam swojej twarzy jak maniaczka, taka była miękka, sprężysta i nawilżona. Jednym słowem – przepadłam. teraz używam rano olejku malinowego, wieczorem – orzechowego.

Etykietki nie są głupie!

Może trochę za dużo eksperymentowałam przez ten czas. Może nie stosowałam się do końca do instrukcji zawartych na etykietkach, ale jedno jest pewne – było warto kilka razy się potknąć, żeby poznać dobro naturalnej pielęgnacji i nauczyć się, że jednak etykietki wcale nie kłamią i dobrze się trzymać zaleceń producenta.

Spotkałam się z głosami, że naturalna pielęgnacja nie jest dla wszystkich. Nie zgodziłabym się z tym, ale to fakt, że nie każdy produkt u każdego się sprawdzi, chociaż to jest zupełnie oczywiste, już nawet w przypadku korzystania z konwencjonalnej pielęgnacji.

Zaznaczam, że nie jestem specjalistką i wszystko, o czym piszę to moje doświadczenia i dziesiątki godzin poświęcone na wyszukiwaniu informacji odnośnie do kosmetyków naturalnych.

Co i jak:

Właściwie mogę powiedzieć, że teraz używam surowców, a nie kosmetyków w popularnym tego słowa znaczeniu, czyli mieszanek. Podstawą mojej pielęgnacji są olejki i myślę, że te sprawdzą się absolutnie u każdego, natomiast odpowiednio dobrane i stosowane w odpowiedniej ilości. Oleje ZAWSZE stosuje się na wilgotną skórę – taką mokrą od wody, lub nawilżoną hydrolatem/tonikiem.

Olej sam w sobie nie nawilża, tylko tworzy na skórze warstwę odżywczo-ochronną, zapobiegająca uciekaniu wilgoci ze skóry. Nakładanie go na mokrą skórę jest więc piekielnie istotne – jeśli się do tego nie stosujemy, możemy doprowadzić do odwrotnego efektu – totalnego przesuszenia skóry.

Czy olejki zapychają? Mogą, ale znów – wszystko zależy od typu substancji, rodzaju skóry itp. Generalnie zapychać może bogata pielęgnacja – obojętnie jakiego rodzaju.

Kwiatki i tajemny sok

Po olejku kolejnym ważnym punktem jest hydrolat/sok z aloesu. Aktualnie używam hydrolatu z neroli solo, lub w połączeniu z żelem z aloesu, jeśli potrzebuję mocnego nawilżenia – o tej porze roku zdarza się to bardzo często. Hydrolat powstaje przy produkcji olejków eterycznych. W skrócie – to woda ze wszystkimi wspaniałymi właściwościami produktu – chyba najpopularniejszy jest hydrolat różany. Hydrolat to po prostu taki tonik prosto z natury :)

Ale kwas!

Nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez kwasu. I nie chodzi mi tutaj o wtopę, bynajmniej! Używam glukonolaktonu, czyli bardzo łagodnego kwasu, który delikatnie złuszcza, nawilża i zmniejsza pory. Kupuję go w formie sproszkowanej i przygotowuję tonik w butelce z atomizerem (tiger, Rossman itp.). Stosuję raz na kilka dni. Lekko ściąga i naprawdę fajnie wygładza skórę.

Mycie

Spora grupa głosów internetowych uważa, że woda na twarzy to zło. Ja jakoś nie wyobrażam sobie niewsadzania twarzy pod strumień wody (nawet jeśli pójdę za to do Wizażowego piekła).

Do niedawna stosowałam metodę mycia OCM, ale bardzo chciałam spróbować mydła Aleppo, więc właśnie na nie się przerzuciłam. Ściąga twarz, wydaje mi się, że lekko oczyszcza pory i przyspiesza gojenie się wszelkich ranek. Naprawdę spoko! Moje ma 25% oleju laurowego i kupiłam je w Mydlarni u Franciszka.

Ach, te wstrętne czarne kropki!

Moim dużym problemem są rozszerzone pory. Nikt nigdy więcej nie namówi mnie na oczyszczanie u kosmetyczki. Bolało jak cholera, a czysta skóra utrzymała się przez dwa tygodnie. Staram się więc radzić sobie na własną rękę.

Oczyszczanie mydłem Aleppo, tonik kwasowy i maseczka z zielonej glinki to mój stały zestaw.Glinki są bogate w mikro i makroelementy, mają oczyszczać z toksyn i matowić.

Są sprzedawane w formie sypkiej, z której robi się błotko i nakłada w formie maseczki na kilka minut, nie dopuszczając do jej wyschnięcia (może podrażniać). Glinki występują w wielu odmianach i tu znowu – dla każdej cery sprawdzi się inna.

Oczyszczanie vol. 2

Mam wrażenie, że połączenie mydła, kwasu i glinki naprawdę oczyszcza skórę, choć na pewno istotna jest też systematyczność. Moja, bardzo problematyczna pod względem zanieczyszczania się, skóra nie wygląda może po tej mieszance idealnie, ale na pewno lepiej.

Chciałabym jeszcze spróbować w najbliższym czasie peelingu enzymatycznego (najdelikatniejszego ze wszystkich peelingów). Najprostszy peeling to tak naprawdę tonik z octu jabłkowego lub papka z ananasa (można ją zrobić samemu lub kupić w formie sproszkowanej w sklepach kosmetycznych). Aha! Superważne w przypadku skóry z rozszerzonymi porami, jest domykanie owych porów. Na koniec każdego prysznica przemywam więc buzię chłodną wodą.

Reszta przybytku

Jeśli chodzi o ciało, to tutaj nie ma zbyt wielu ceregieli. Na co dzień sprawdza się u mnie doskonale oliwka Hipp (jedna z nielicznych o dobrym składzie) nakładana na wilgotne ciało na zmianę z balsamem Evree. Peeling – cukier z oliwą lub po prostu od czasu do czasu gąbka.

Czy to jest drogie?

Moim zdaniem nie. Jedną butelkę olejku zużywam jakieś trzy miesiące. Oczywiście nie wszystkie surowce są tanie – np. hydrolaty (przy regularnym używaniu dość szybko ich ubywa), ale wychodzę z założenia, że za jakość się płaci. Poza tym – mimo wszystko wydaję na naturalną pielęgnację mniej, niż gdybym kupowała kosmetyki w drogerii.

To wszystko :) To oczywiście krótki opis mojej pielęgnacji, nie zawarłam też wszystkich technicznych informacji, ale zakładam, że jeśli ktoś jest zainteresowany głębiej, zapozna się z podlinkowanymi stronami. Chętnie też odpowiem na Wasze pytania i napiszę jeszcze jakiś bardziej szczegółowy tekst, jeśli chcecie!