Ciemno i ponuro. To był ten okres, kiedy zima powoli dogorywała, a wiosna jak zwykle wychodziła spóźniona. Wszytskie lampy włączone mimo środka dnia. Totalnie nie bylimy zdolne do skupienia myśli na tym, co miałyśmy do zrobienia. Zaczęłyśmy więc o niczym.

– Wiecie co, w ogóle nie mam siły. Po prostu toalnie nic mi się nie chce. Ale serio, tak fizycznie.
– Cardio! Coś, co podniesie Ci ciśnienie. Wybierz sobie coś fajnego, pobiegaj. – odezwała się dziewczyna uprawiająca tyle dyscyplin sportowych, że mogłaby startować na Igrzyskach w każdej możliwej konkurencji, z szansą na wygraną.

Przyznałam jej w myślach rację, chociaż werbalnie musiałam sobie pomarudzić. Prosta reguła – im niższe ciśnienie, tym gorsze samopoczucie. To dlatego zaleganie w łóżku zbyt długo robi z nas flaki z bólem głowy, słaniające się na miękkich kolanach.

No więc sport z przyspieszonym biciem serca. Do tego ednorfiny i serotonina. Plus musisz zmusić się do wyjścia z domu. Nie masz się w co ubrać. Jest za zimno. Pada. Obawiam się, że nie istnieje człowiek, który zabrał się do jakiegokolwiek sportu z miejsca i bez oporów. Najprostsze rozwiązania są najlepsze, wiemy to, prawda?

Najprostsze najszybciej odchodzą w zapomnienie, bo tak je dobrze znamy, że po co tak na stałe zaśmiecać sobie nimi zwoje. Muszę Wam powiedzieć:

jak ręką odjął! Gorszy nastrój, brak energii – buty, leginsy i 10 minutek biegania, 10 minutek lajtowego treningu z Fitness Blenderem. NIKOMU się nie chce. Ale nie bez powodu Matka Boska Chodakowska mówi: nikt nigdy jeszcze nie żałował, że zrobił trening.

Potańczyć sobie można, tak jak proponuje to Life Managerka w drugiej części tego wpisu – w domu, bez stresu, bez znajomości stylu, kroków, bez wyczucia rytmu nawet; dla dobrej zabawy i uśmiechu na twarzy. Tutaj znajdziecie playlistę, którą specjalnie na taką okoliczność ułożyła Agnieszka.

Wiecie co, tutaj nie chodzi nawet o mięśnie, sześciopak, kondycję. O dobrą zabawę całe te męki. O lepsze samopoczucie i uśmiech na twarzy oraz pokłady pozytywnej energii.

Za często myślimy o przeszkodach, zamiast skupić się na korzyściach. Nie musisz umieć tańczyć, biegać, czy zawodowo podnosić hantle – ważne, żebyś chciała zadbać o własną kondycję psychoficzyną.

Jako osoba nad wyraz dociekliwa, węsząca wszędzie spiski na skalę Bursztynowej Komnaty, niedowiarek i zawodowa maruda, nigdy w życiu nie poleciłabym Wam czegoś, co totalnie by się nie sprawdzało.

No i jeśli ja dałam radę to, serio, każdy da. Tak że ten – w dres i poskaczcie trochę, bo szkoda czekać na dobry humor do wiosny. Złota zasada – powiedzcie sobie, że spróbujecie chociaż przez pięć minut.

Daj znać czego spróbujesz. Bo spróbujesz, no nie?