Tak, jestem minimalistką

Minimalizm może się wydawać tylko nową modą, ale osobiście widzę w nim coś więcej niż tylko kolejny trend, który w następnym sezonie stanie się już nieaktualny. Uwolnij się od rzeczy i zacznij naprawdę żyć. To hasło brzmi patetycznie, ale trzeba się dokopać do jego właściwego znaczenia.

Większość z nas, w tym ja, na początku sądzi, że minimalizm to te wszystkie zdjęcia, na których jedynym wyposażeniem pokoju jest białe biurko, krzesło, szafa, a w niej siedem par skarpetek, siedem bar majtek, trzy koszule i dwie pary spodni na krzyż. Trochę przeraża, nie?

Tutaj nie chodzi o wyścig kto mam mniej par skarpetek albo mniej widelców w szufladzie. Chodzi o świadomość.

Nabranie tej świadomości zajęło mi trochę i nie twierdzę, że opanowałam ją w stu procentach, a i tak czuję się tysiąc razy lepiej niż wcześniej. Przestałam tracić pieniądze i czas – czas poświęcany na bezsensowne zakupy albo na powtarzanie w kółko, że tego jeszcze mi, do szczęścia tu i teraz, brakuje.

Otaczam się prawie tylko takimi rzeczami, jakimi z przekonania naprawdę chcę. Prawie, bo do perfekcji trochę mi brakuje i też nie wiem czy w ogóle jej potrzebuję.

I nie, nie oznacza to wcale, że mam maleńką szafę, jedną szminkę, jeden widelec i dwie pary butów.

Zaczęła mnie uwierać jednorazowość. Zastępowanie nowego nowszym, bo jest w promocyjnej cenie albo ma trzy nowe funkcje. Wyrzucanie dobrych rzeczy tylko dlatego, że nam się znudziły. To niesie za sobą odpowiedzialne podejmowanie decyzji. Wpadłam w pułapkę myślenia czego chcę w przyszłości do tego stopnia, że zapomniałam cieszyć się tym oklepanym dzisiaj. Wiecie, co jednak jest najważniejsze?

Czego tak naprawdę nam potrzeba.

Tak naprawdę nie chodzi o te rzeczy, które kupujemy, ale o to, co one nam dają.- usłyszałam w dokumencie Minimalism: A Documentary About the Important Things. Pocieszenie, satysfakcja, poczucie przynależności, pewność siebie. Czy mogą nam to zapewnić tylko rzeczy materialne? Problem polega jednak na tym, że chcemy coraz więcej. To co już mamy zadowala nas tylko na chwilę, a przecież nie o to chodzi.

Chodzi o wybory, które nie będą nam się nudzić i sprawią, że będziemy potrafili cieszyć się cały czas, nie tylko do momentu wypuszczenia kolejnego modelu.

Napędzają nas marketingowcy, którzy kreują nasze potrzeby. Przygnębia mnie to, że tak mocno skupiamy się na myśleniu na co jeszcze zarobić pieniądze, zamiast poświęcić czas temu i tym, którzy są dla nas naprawdę ważni w tej chwili.

Nie myślcie też od razu o pięknych białych fotkach na Instagramie i garderobie Marka Zuckerberga. To jest tylko jedna z dróg minimalizmu, niekoniecznie Twoja i to jest zupełnie okej. Nie musisz mieć capsule wardrobea Twój Instagram z powodzeniem może przedstawiać coś więcej niż białe ściany.

Wiem, że nabywanie stało się dla nas nieodłączną częścią codzienności i to samo w sobie nie jest złe. Ważne, żeby to rzeczy służyły nam, a nie my im. Nie chodzi o to, żeby rozdać cały dobytek ubogim i przepasać się workiem jutowym. Miej dużo! To nie ilość par skarpetek, bibelotów czy pieniędzy czyni nas minimalistami, ale świadomość do czego one są nam potrzebne i że zajmują w naszym życiu miejsce z konkretnego powodu.

Polecam Wam dokument o Minimalistach, do obejrzenia na przykład na Netflixie. Wprawdzie jest trochę amerykańsko przesadzony, ale przystępnie i daleko od skrajności przedstawia filozofię minimalizmu i mechanizm ciągłej pogoni za nowym i lepszym.

  • Minimalizm może być świetną terapią szokową dla tych,którzy pogubili się w życiu i ciągle biegną za czymś,dla których dobra materialne stały się ważniejsze od tych duchowych. To styl życia dla tych,którzy chcą żyć „lepiej”,skupiać się na rzeczach ważnych. Warto próbować,choćby elementy filozofii minimalizmu wprowadzić do swojego życia.

    • Zgadzam się w pełni. Tak jak mówisz – warto próbować wdrażać choć elementy minimalistycznego podejścia. Potwierdzam – to jest bardzo ożywcze.

  • AvantaR

    Ja mam wrażenie, że boom na minimalizm mamy już za sobą. Na ten minimalizm, który mógł być przejściową modą. Teraz jak ktoś decyduje się na zredukowanie liczby posiadanych i kupowanych rzeczy raczej szuka w tym czegoś więcej niż poczucia przynależności do chwilowego trendu :)

    • Zgadzam się z Tobą :) Dzięki temu zmienia się też definicja minimalizmu na taką, o której piszę, czyli daleką od skrajności, bardziej oswojoną i przystępną. Do takiego minimalizmu o wiele łatwiej się przekonać.