Jesteśmy miłośnikami piękna. Lubimy piękne rzeczy nosić, otaczać się nimi, oglądać w wirtualnym świecie. Jeśli coś jest ładne, to prawie na pewno równocześnie postrzegamy to jako idealne.

Zaczynamy trochę wyrywać się tej regule, stąd coraz większa akceptacja tego, co zwyczajowo nie jest postrzegane jako atrakcyjne – nieoogolone nogi, pokazywanie krwi menstrukacyjnej w jej prawdziwym kolorze, ludzie ukazywani w ich życiowych bałaganach, mających niewiele wspólnego ze stylizowanymi flatlay’ami.

Uważam, że obocowanie z pięknem rozwija nasz zmysł estetyczny, poprawia samopoczucie i uwrażliwia. Natomiast piękno to nie ideał. Piękno to pewna wartość, która nas kształtuje. Co najważniejsze – jest bardzo różnorodne.

Mogę zachwycić się zdjęciem dopracowanego wnętrza, ale równie mocno zachwycę się kuchnią mojej Babci.

Nie jest tak piękna jak obraz Santiego w Galerii Starych mistrzów, ale jest moja, prawdziwa, toczy się w niej codzienne życie.

Rozumiem tę potrzebę uciekania w pozowane piękno Instagrama – chcemy zobaczyć coś innego, niż na co dzień, lekko się oderwać. Tylko odnoszę wrażenie, że z czasem doporwadziło to nas do lekkiego zażenowania naszą codziennością. Zdjęcia kuchni z blatem innym niż biały mogą wydawać się drażniące, bo jednak po Internecie spodziewamy się czegoś innego niż to, na co często patrzymy w naszych domach.

Sądzę, że w Interncecie powinno być miejsce na dwie części świata – tę lekko pozowaną, estetycznie udoskonaloną, jak i na tę, w której żyjemy na co dzień. Nieistotne, czy idealną, czy nie – prawdziwą.

Wiecie dlaczego? Żeby nie wpaść w pułapkę, że piękne jest tylko to, co w Internecie, nigdy to, co na naszych podwórkach. Może wtedy ta część z nas, która patrzy z ironią na precyzyjnie ułożone kompozycje instagrama, opuściłaby lekko gardę mając tę świadomość, że ludzie zdają sobie sprawę z istnienia dwóch stron rzeczywistości i potrafią podchodzić do każdej z nich bez uprzedzeń.

Natomiast Ci, którzy szczęślwi są tylko w krainie misternie konstruowanych kadrów, zaczną z większą życzliwością myśleć o swojej codzienności, czasem bardzo prozaicznej i bez idealnego oświetlenia.

Lubię przyjemne estetycznie zdjęcia. Ale na tym jest całe moje dzieciństwo. Tutaj piekłam pierniki, tutaj wierzyłam w Dzieciątko, stąd wychodzą najlepsze ruskie pierogi, tutaj rozwiązuje się krzyżówki w „Chwili dla Ciebie” i zawsze dostaje coś do jedzenia. Stąd pochodzi duża część moich wspomnień. Nie musi być ładnie. Nie kochałabym tego miejsca bardziej z białymi blatami i kubkami z IKEA.

Kocham geometrię i minimalizm kadrów mojego profilu. Ale równie mocno kocham to moje bardziej prawdziwe życe. Harmonizmujmy zamiast wariować ;)