Wstawanie o siódmej. Poranne ćwiczenia. Woda z cytryną przed pierwszym posiłkiem. Pięć posiłków. Odstawienie cukru. Ograniczenie zakupów. Tylko naturalne materiały. Zero niebieskiego światła po dwudziestej drugiej. Czytanie książki pół godziny przed snem.

Tylko zdrowe tłuszcze. Dwa do dwóch i pół litra wody dziennie. Dobre nastawienie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nauka języków. Nauka programowania. Wykorzystywanie potencjału.

Osiem godzin snu. Wdzięczność. Uważność. Szczerość. Bycie miłym. Zaangażowanie. Wysoka motywacja. Zero czarnych myśli. Pozytywne myślenie.

Lista najwyższych cnót. Zbiór elementów, które pomagają nam żyć lepiej, mądrzej, przyjemniej. Punkty zebrane z poradników szczęśliwego życia, badań amerykańskich naukowców. Kiedy je zastosujesz, będzie w porządku. Będziesz czuła się wyśmienicie, tryskała energią i będziesz zadowolona ze swojego życia, osiągniesz sukces i balans.

W praktyce tak dobrze jak poprawiać samopoczucie, te wszystkie elementy mogą je pogorszyć. Szczególnie, kiedy stają się zasadami. Takimi zasadami, których musimy bezwzględnie przestrzegać i które w pewnym momencie mogą nam ciążyć. Kiedy zamiast nas wspomagać zaczynają nas ograniczać i uciskać. Kiedy zamiast nas motywować do dobrych zmian, powodują wyrzuty sumienia, że może nie trzymamy się ich wystarczająco.

Nie wydaje mi się, żeby bolączką dzisiejszego świata było lenistwo. To raczej strach. Strach przed tym, że coś zrobimy nie tak, niewystarczająco dobrze, nie dość dokładnie, zbyt wolno. Te wszystkie dobre wskazówki, które miały nam pomagać, czasem, paradoksalnie, przeszkadzają nam, bo nie dopuszczamy do siebie myśli, że wskazówka to nie żelazna zasada.

Że możemy ją wdrażać po swojemu, modyfikować, uzupełniać, przekształcać. I to nic złego, że Twoje robienie wygląda inaczej niż wszystkich innych dookoła. Najfajniejsze w życiu jest chyba to, że możemy totalnie wszystko. Nie musimy wciskać się w ramki, nie musimy być jak z półki w hurtowni. Nie musimy też wszyscy rywalizować w tych samych konkurencjach. W sumie w ogóle nie musimy rywalizować.

Luz. Czasem tylko luz może nas uratować. Nie kurczowe trzymanie się reguł, nie złość i frustracja.

Zasady nie są po to, żeby je łamać. Akurat takie zasady można sobie stworzyć samemu tak, żeby nie musieć ich naginać.

  • W tym wszystkim szalenie ważne jest też to, by dobrze siebie znać i mieć świadomość swego ciała i umysłu – wtedy szybciej rozpoznamy, że coś nam nie służy, nawet jeśli z zasady powinno – jak dieta czy ćwiczenia chociażby.
    A luz i harmonia jest super. Czasem przez chwilę musi być trudno, by potem mogło być pięknie, czasem jestem mistrzem uważności a czasem spędzam wieczór na przeglądaniu instagrama i tumblra. I wiem, że tak właśnie ma być.

    • Podpisuję się pod wszystkim obiema rękami :) I mam nadzieję, że zostaniesz tu na dłużej – mądry psycholog jest w cenie ;)