Kiedy kreski wychodzą symetryczne, proste i nie robią efektu smutnego oka, czują się co najmniej tak dobrze, jak musiała czuć się Maria, kiedy zdobyła Nobla za Rad i Polon.

Nie potrafię do końca być z siebie zadowolona. Czasem kiedy pojawia się jakiś przebłysk, sama go gaszę. To przecież musi być fajerwerk, nie prawdziwy ogień!

Wygląda to trochę jak parabola – bardzo szybki wystrzał do góry i równie dynamiczny spadek. Stan wzmożonego wydzielania oksytocyny trwa naprawdę krótko, tyle co zalać herbatę wrzątkiem.

I kiedy jest już po wszystkim, próbuję jeszcze raz poprosić siebie samą na słowo. Może jednak się myliłaś? Może jednak nie jesteś tak przeciętna, zwyczajna, a schemat tego co robisz tak oczywisty dla ośmiu miliardów ludzi?

Wiesz z kim się najgorzej pokłócić? Ze sobą. Nigdy nie padną bardziej stanowcze za i przeciw niż tutaj. Nikt nigdy nie doprowadzi Cię do mocniejszego rozdarcia i dylematu. I rzadkością jest, kiedy wiesz, z jakim wynikiem ta sprzeczka się skończyła.

Jeszcze potem przypominam sobie, że nie bez powodu mówi się, jak to każdy ma swój szczyt, swój maraton, swoje granice. Tak jest. To co dla Ciebie oczywiste, dla mnie nie i odwrotnie. Czy możesz czasem przez to czuć się jak idiotka? Tak. Czy to jest słuszne? Nie.

Odpowiadam przecząco, chociaż trochę czuję inaczej. Przekonania mówią inaczej. A one często wmawiają Ci coś, czego nie ma i tak jest tutaj. Po prostu im nie wierz, koniec tej filozofii.

Jeśli ktoś Ci powie, że jesteś świetna i tak w to nie uwierzysz. Czy to poczucie świetności jest potrzebne do szczęścia? Dla mnie tak. Choć częściowo.

Lubię czuć, że robię coś dobrze. Lubię to poczucie, że w czymś jestem wyjątkowa. Ale czy jeśli bym nie była, to oznacza, że jestem gorsza? Czy nie mogłabym wieść szczęśliwego życia będąc przeciętną? Czy w ogóle coś takiego jak przeciętność istnieje? Cały czas się nad tym zastanawiam.

I wiem też, że poczucie wyjątkowości to nie tylko umiejętności, ale czasem również wypadkowa szczęścia, przypadku, otoczenia innych osób.

Dochodzę do wniosku, że takie umiarkowane zadowolenie nie musi być złe. Na przykład takie z kresek, pisania i rozległej wiedzy.

I nie jest też złe, kiedy w siebie nie wierzę, o ile potem siadam z kartką i wypisuję na niej wszystko, w czym jestem dobra i okazuje się, że to wcale nie tak mało. I co z tego, że wiele pozycji powielę z list innych osób. Takiej kombinacji jak ja nie ma nikt, a to właśnie o kombinację chodzi.

Jaki jest pierwszy krok? Nie gań się w myślach, kiedy pomyślisz o sobie dobrze. Nie i już. Zastanów się raczej dlaczego tak zawzięcie próbujesz samą siebie do siebie samej zniechęcić.

Taką ustalamy od dziś regułę. Okej?