Im więcej robisz, tym więcej masz czasu. Im bardziej jesteś zajęta, tym lepiej musisz być zorganizowana. Im mniej czasu masz dla siebie, tym lepiej wykorzystujesz te niewielkie odcinki, która trafią się pomiędzy.

To głównie dlatego ostatnio zachwycam się pyłem. Bo nie mam czasu na wielkie cząstki. Składam sobie poczucie zadowolenia z życia z małych kawałeczków, które teraz wyrywam światu, a wcześniej przechodziłam obok nich bez wzruszenia ramionami.

Zajętość najlepiej prowadzi zajęcia praktyczne z radości życia. Kiedy jesteś zajęta, zwyczajnie nie ma czasu na wielkie wybuchy. Weekendy trwają zatrważająco krótko, a wieczorami często odkładasz wielkie plany na bok, bo jednak rozsądniej jest się wyspać.

Musisz przestawić się z patrzenia na dostrzeganie. Miłych chwil, dobrych ludzi, małych gestów, fotogenicznych gołębi, kawałków ciasta i kawy, własnej poduszki, takiego luzu, kiedy wreszcie przekręcasz klucz w zamku, żeby zaraz zamknąć za sobą cały dzień, zdjąć stanik i przebrać się w dres (a jak w lodówce coś się chłodzi, to już w ogóle).

Zamiast czekać musisz korzystać. I z tego, z czego cieszyłabyś się i tak, w okolicznościach zajętości cieszyć się trzy razy bardziej.

Nie ma co czekać na fajne życie. Ono nie przychodzi. Trzeba sobie je po prostu wyszarpać. Da się nawet z małych chwil pomiędzy.