Rączki jak patyczki. Chude nóżki. Zaczęłabyś więcej jeść. Wiecie, ile razy się tego nasłuchałam? Nie, nie popadłam przez to w kompleksy i nie płakałam po nocach, ale denerwuje mnie to.

Nie tylko większe osoby są wytykane palcami, chude, czy nawet szczupłe też. Nawet nie takie, które wyglądają jak wyglądają przez niejedzenie, nie o to tutaj chodzi.

Jem naprawdę dużo. I paradoksem jest to, że te same osoby, które potrafią mi powiedzieć, że jestem taka chudziutka, widząc kiedy indziej ile potrafię zjeść, pytają zaskoczone – gdzie Ci się to wszystko mieści?

Nikt nie pomyśli o tym, że można mieć właśnie taką a nie inną budowę. Większości z nas utarło się w głowie, że jak chuda, to modelka, która żywi się wacikami nasączonymi w occie jabłkowym. Halo, każda z nas ma inny kształt. Genetykę. Predyspozycje. Sorry, nie wypcham sobie rąk pianką termoplastyczną, żeby były większe. Nie mam niedowagi, nie jestem chora, nic mi nie dolega. I tu druga kwestia.

Nawet gdybym była chora, ba – gdyby jakakolwiek dziewczyna była chora (tak samo z powodu niedowagi jak i nadwagi), nikt nie ma prawa mówić do nas w ten sposób. Nikomu nie wolno nam dopiekać, nikomu nie wolno na nas krzyczeć i kazać wziąć się za siebie.

Ostatnio spotkałam się z ostracyzmem wobec osoby ze sporą nadwagą, ze strony rodziny tej osoby. Kurwa. Naprawdę, nie znajduję innego słowa. Czy rodzina to nie powinna być ta podstawowa komórka społeczna, jak nas uczyli na WOSie, która zapewni Ci wsparcie, bezpieczeństwo i akceptację? Każdy się martwi, to zrozumiałe.

Ale nie da się załatwić tak złożonych kwestii, krytykując kogoś na głos lub obrażając. Nie wiem, co dzieje się w głowie osób mających problemy z wagą, w którakolwiek stronę. Ale wiem, że koniec końców to tylko i wyłącznie ich decyzja, co chcą zrobić ze swoim ciałem.

Nic o sobie nie wiemy. Nic a nic. I zamiast zająć się akceptacją własnego ciała, próbujemy innych wtłaczać w ramki odpowiednich cyferek.

Nie raz czułam się za gruba, nie raz za chuda. Czasem z winy własnej niepewności, czasem przez to, jak patrzyli na mnie i oceniali mnie inni.

Smuci mnie to, że czasem na własnym iPhonie zależy nam bardziej, niż na uczuciach i dobru drugiego człowieka.